top of page
  • Zdjęcie autoraWiktor Orzechowski

bycie ojcem jest jak...

TRATWA.

Chodzę sobie z taką metaforą.

To nie jedyny obraz ojcostwa, ale dzisiaj chce o tym napisać właśnie tak:

Ojcostwo jest trochę jak tratwa.



Sam ojciec jest wtedy jak tratwiarz. Tratwowy? Nie wiem jak nazywa się ludzi przeprawiających siebie i innych tratwą na drugi brzeg? Sternicy tratwy? Kapitanowie? Promiarze? Flisacy? Gondoljerzy?

"Kapitan promu" brzmi super dumnie, a ja mam skojarzenie z taką drewnianą starą łajbą, którą przeprawia się dostarczając osoby, a to na jeden, a to na na drugi brzeg. Nie ważne. Chodzi o mechanizm. Bycie ojcem kojarzy mi się z byciem przewoźnikiem na pewnej trasie. Może właśnie trasie wodnej. Możemy wtedy zapytać: "Co jest tym drugim brzegiem dla dziecka?" Super pytanie.

Odpowiedziałbym, że codziennie różne sprawy. Spakowanie plecaka; założenie bluzki przodem do przodu; to czy kot da się pogłaskać; dogadanie się z rówieśnikami na czacie grupowym lub na korytarzu; odrobienie matmy; etc. Oczywiście wszystko w zależności od wieku i miliona innych czynników. Tymczasem my mamy taką tendencję (ja sam również) do ubierania działań w wielkie słowa: "Wychowywanie", "ojcostwo", "odpowiedzialność", "konsekwencja", "porządek". Wielkie słowa, nie?

WYCHOWYWANIE to kilkanaście w porywach do kilkudziesięciu lat wielowymiarowych oddziaływań międzyludzkich. Odpowiedzialność? kto wyrecytuje definicję, a już tym bardziej wytłumaczy to w sposób jasny, w jednym prostym zdaniu - temu konia z rzędem!

A to, czego potrzeba tak na prawdę, to proste działanie:

- być obok

- "zobaczać", obserwować, ewentualnie dopytywać o to co się widzi.. czy to jest to co jest pokazywane

- ewentualnie (i dopiero w tej kolejności) pokazać jak ja robię daną sprawę - ale delikatnie, bo może nie chodzi o moje mądrości, tylko bardziej o jej/jego próbowanie, czyli indywidualny sposób nauczenia się tego!

- mówienie: co dana sprawa dziecka oznacza dla mnie kiedy jestem tatą, albo mężczyzną, albo pracownikiem, albo szefem, albo partnerem mamy (bo to z każdej roli może być troszeczkę inne - i narracja może zależeć od kontekstu:

NP.: ja jako tata mogę się martwić, albo nie wiedzieć czegoś, ale jako człowiek mogę być dumny {albo odwrotnie}. W każdym razie tak właśnie idzie pogodzić się z różnymi paradoksami życia - jako rodzic chciałbym aby córka była "grzeczna" (fuj!) - bo mi łatwiej, ale jako dorosły chce by była silna. Rozsądnie wybieram dorosłość i mogę być poligonem doświadczalnym - a co mi tam, jeśli wobec mnie się zbuntuje, to ze światem sobie poradzi. A do tego nie chodzi o mnie. Przecież ja tu tylko tratwą przeprawiam na drugi brzeg, to nie do mnie osobiście ten bunt. To tylko forma dla osobistej rewolucji, przestrzeń dla wzrostu osobowości. Gdybym to sobie wziął zbyt personalnie to i o powrót z emocji byłoby trudniej, a tutaj proszę bardzo: o 15:05 tratwa przepływa na lewobrzeżną część, a o 15:15 wyrusza na brzeg prawy. Jeśli potrzeba to o 15:35 kolejny prom płynie na lewą stronę, a potem o 15:45 znowu jest okazja i płyniemy na prawo.... No big deal.

Jak to przełożyć na rzeczywistość np szkolną? No drogi pasażerze tratwy: więc rozumiem, że potrzebujesz dzisiaj odrobić matematykę / dostać się na trening klubu piłkarskiego / otrzymać "wiaderko" internetu etc. (a potrzebujesz bo takie zadanie otrzymałeś/przyjąłeś realizując rolę ucznia/sportowca/rówieśnika/przyjaciela etc. i jeśli chcesz ją wypełnić dobrze - a chcesz skoro w jakikolwiek sposób zwracasz się z tym tematem do mnie) to ja jestem od 15:00 do 16:30 do twojej dyspozycji. Jeśli się zgłosisz w tym czasie (a powiedzmy, że na zegarku jest 14:15) to przeprawiamy się na lewy brzeg. Jeśli się spóźnisz.. to kolejny prom, tratwa, galar, nord, komięga, jak zwał tak zwał, będzie jutro o 15:00 do 16:30.

Oczywiście czas też może być tu metaforą. Warunki "brzegowe" mogą się określać w: "widzę rozsypane kredki, a potrzebujemy do realizacji zadania kompletu uporządkowanych kredek / albo / wiem o "nieporozumieniach" na czacie w internecie i potrzeba je najpierw posprzątać zanim wsiądziemy na kolejny "prom socjalmediów". Kumasz oczywiście metaforę?

Przy okazji, dobry tratwiarz też nie wpuści pasażerów na pokład zanim nie załata burty, nie sprawdzi kapoków, i nie upewni się co do pogody i lokalizacji wirów rzecznych.

Jak dbać o własny kapok i jak czytać pomiary z urządzeń rejestrujących fale, wiry i deszcze niespokojne? To materiał na inną metaforę ;)


12 wyświetleń0 komentarzy
Post: Blog2 Post
bottom of page